czwartek, 29 maja 2014

Rozdział III "Początek balu"

- Cześć Viki - przywitał się ze mną Marco.- Świetnie wyglądasz! Myślałem,  że się spóźnisz, albo... że przyszłaś z kim innym.- spuścił głowę na dół.
- Hej, nie skądże znowu. Po prostu miałam drobny kłopot z przygotowaniem się.
-Taa - pomyślałam - nie mogłam wyjść z domu. A w dodatku ubierałam się przed własnym domem. 
Spojrzał na mnie niepewnie , zatrzymał się i zapytał : 
- A kto cię przywiózł ? Kto to był ? 
- To jest mój kolega. On ... - co by tu powiedzieć , żeby nie przyznać się do biedy - to znaczy znamy się od podstawówki. Taki przyjaciel. - Taa , przyjaciel , ledwo go znam. 
- Aha. To fajnie ... Idziemy już do środka ? 
Kiwnęłam głową. Staliśmy w przejściu już jakieś 5 minut . A ja chciałam ujrzeć tą salę. Nigdy tutaj nie byłam . Kiedy weszłam , to myślałam , że oczy wyjdą mi z orbit. 
- Tu jest cudownie ! - nie wierzyłam , że mówię to na głos. 
Aż mi łzy napłynęły do oczu. To nie jest możliwe , że niedaleko mojej rodzinnej wsi istnieje takie cudo. Oczywiście nie lśniło tu złotem czy coś w tym stylu . Ale jak dla mnie wystrój jest bajkowy. Wiszące żyrandole , ozdobione krzesła , długie stoły , obfite posiłki ,  i wiele innych rozmaitości. Ludzie wiedzą najwidoczniej jak zadowolić ludzi wyglądem sali. 

Z marzeń wyrwał mnie głos Marco :
- Słyszałaś co mówiłem ? 
Zrobiło mi się głupio.
- Przepraszam , ale rozmarzyłam się. 
- Pójdziemy do tamtego stolika ? 
Pokazał mi palcem idealne miejsce dla nas. Ale tuż obok zauważyłam Katie. 
Oh, Katie. Jak ja jej nienawidzę. Kiedy chodziłam do gimnazjum , to uczęszczałam jeszcze normalnie do klasy. Wyglądałam wtedy jak wieśniak i wszystkie dziewczyny się ze mnie śmiały. Szczególnie ona. A teraz , kiedy jestem tu z tak przystojnym facetem , nie mogę tam usiąść , bo ona zaraz rozpowie moją historię życiową. A ja nie chcę mu na razie niczego mówić. 
- Chyba nie możemy tam usiąść. Chodź może tam.
Wskazałam mu ustronne miejsce oddalone od ludzi. Tutaj będę czuć się bezpiecznie. 
- Skoro chcesz. Mi tam bez różnicy. 
Usiedliśmy we wskazanym przeze mnie miejscu . Chociaż była tutaj wygodna kanapa. Mały wybór dań , ale nie przyszłam tutaj , żeby się najeść. Chociaż przydałoby się , w domu często nie mamy z czego zrobić obiad. Dlatego wyglądam jak taka chudzinka. 
Rozpoczęło się krótkie ogłoszenie. Wysłuchaliśmy go , a po usłyszeniu : " Życzymy Wam miłej zabawy " zaczęłam jeść potrawy.
- Smakuje Ci ? - zapytał Marco .
- Tak , to jest pyszne. - odpowiedziałam z jedzeniem w buzi.
Już nie pamiętam , kiedy ostatnio tak się najadłam .
Marco niecierpliwie się wiercił na kanapie. Postanowiłam zapytać go o co mu chodzi .
- W sumie to mam jedno pytanie , a nawet dwa . Nie myśl sobie , że jestem wścibski czy dociekliwy , ale naprawdę jestem ciekaw co mi odpowiesz.
Poczułam się dość dziwnie, lecz postanowiłam mu odpowiedzieć.
- Pytaj o co chcesz . Na pewno odpowiem . - oznajmiłam , nakładając sobie resztę potraw na talerz.
Spojrzał mi prosto w oczy . Po raz pierwszy mu się przyjrzałam . Jaki on jest przystojny. A jakie ma piękne oczy , takie ciemne ... świecące. Miał idealną twarz , dobrze ułożoną fryzurę i miał na sobie marynarkę. Czego chcieć więcej ?
- Po pierwsze , to trochę głupie , że o to pytam , ale dlaczego tak dużo jesz ? W ciągu 15 minut zjadłaś prawie wszystko co tu było ! Jesteś bardzo szczupła i dlatego się dziwię . W domu też tak wszystko pochłaniasz ?
Zaczęłam się śmiać dla rozluźnienia atmosfery.
- To dość podchwytliwe. Ostatnio dużo się odchudzałam , dlatego tak wyglądam , a że bardzo lubię jeść to zrobiłam sobie dzisiaj wyjątek.
- Aaaa , rozumiem babskie sprawy. Już się nie wtrącam .
I oboje się śmialiśmy . Chciałam , żeby jak najszybciej przestał zadawać pytania , więc zapytałam go , czy możemy już iść tańczyć. Wzruszył ramionami i powiedział :
- Właściwie czemu nie ? Też chciałem to zaproponować , ale byłaś szybsza.
Ruszyliśmy na parkiet , a ja modliłam się , żeby nie spotkać Katie.

*******
Sorry , że takie krótkie , ale teraz mam jakieś głupie sprawdziany -.- I jeszcze "Krzyżacy" ,porażka ...
Pod koniec nast. tygodnia dodam nowy rozdział , bo będę miała trochę wolnego .
Papa :*

Carrie

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział II "Przed balem"

*Następnego dnia*

Jestem bardzo podekscytowana. Właśnie dzisiaj jest dzień balu. Zaczyna się o 18:00. Postanowiłam pójść na niego punktualnie. Ale przede mną jeszcze cały dzień. Idę pomóc mamie w ogródku. Prze ze mnie ma problemy pieniężne.
- Viki , gdzie idziesz ? - zapytała mnie babcia
- Do mamy, pomogę jej w pracy .
Moja babcia spojrzała na mnie z wzruszeniem i odparła :
- Dobre z ciebie dziecko. Byłabyś cudowną księżniczką.
Nie chciałam zbytnio skomentować , żeby nie urazić babci , więc powiedział tylko :
- Tak , na pewno.

Od wczoraj zapomniałam o tym całym ogłoszeniu w gazecie , ale dziś musiałam sobie przypomnieć. Ubrałam rękawice ogrodowe i zabrałam się za wyrywanie chwastów. Nadal byłam bardzo zamyślona. Zauważyła to moja mama , która wyrywała warzywa naprzeciwko mnie.
- O czym tak myślisz ? Pewnie o dzisiejszym balu. Pamiętam jak w twoim wieku ...
- Mamo , daj spokój.
-Żartowałam. Masz z kim iść na bal? Jakoś specjalnie partnerem się nie chwaliłaś.
Nie sądziłam , że mnie o to spyta.
- Mam kogoś na oku.
- To dobrze , bo dzisiaj był u mnie taki chłopak i pytał się mnie , czy masz z kim iść na bal. Powiedziałam mu , że nie mam zielonego pojęcia. Wiesz to był ten Alex, który czasami nam pomaga.
Musiałam wytężyć mój umysł , żeby sobie przypomnieć kto to.
- Aha , to jest ten chłopak z Turcji ! Ten , który nie ma jednej nogi...- na samo wspomnienie zrobiło mi się smutno .
- Świetnie go zapamiętałaś ! - dodała moja mama z ironią.
- No przepraszam , ale ciężko tego nie zauważyć. - nie chciałam , żeby to tak zabrzmiało.
- On jest od Ciebie starszy o 4 lata. Dobry z niego chłopak. Nie ma dziewczyny.
Teraz zrozumiałam o co chodziło mojej mamie . Chciała mnie zeswatać z tym Alexem.
- Mamo , on ... nie jest w moim typie.
- Chodzi ci o to ,że jest kaleką ?
Podniosłam się z ziemi i odrzekłam :
- Wcale nie o to chodzi! Albo jakby tak się nad tym zastanowić to właśnie o to! Wyobrażasz sobie żyć z takim kimś ? Bo ja nie ...
I bez słowa ruszyłam w stronę domu . Usłyszałam za sobą głos mamy :
- Victoria , chodź tu natychmiast! Jak ty się do mnie odzywasz!?


*w pokoju*

Czas w samotności minął bardzo szybko. Nie poszłam na obiad , bo nie wytrzymałabym wzroku mojej mamy na sobie. Jeszcze malutka Mary spytałaby się mnie o  to , co cię stało , a ja nie wiedziałabym jak na to odpowiedzieć.
Prawda jest smutna i bolesna. Nigdy z nikim nie byłam , bo byłam biedna. Ludzie się ze mnie naśmiewali , nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół. Ale też nie chodzi o to , że chciałabym być z byle kim ,lub być otoczona przez niewłaściwych "przyjaciół" . W swoim życiu mogłam polegać jedynie na rodzinie. Dlatego powinnam przeprosić mamę za to , że tak na nią nakrzyczałam.
Zeszłam po schodach na dół. Wydawało mi się , że nikogo nie ma w domu. Rozejrzałam się . Nikogo ani nie widać , ani nie słychać. Zauważyłam w salonie na stoliku karteczkę.

" Pojechałyśmy do cioci Rebeki. Mam nadzieję , że przemyślisz swoje zachowanie , nie wychodząc na bal. Wiem , że to dla Ciebie ważne , ale twoje zachowanie było karygodne. Buziaki. Mama, Mary , Babcia "

-Coooo?! To niemożliwe! Tyle czekałam na ten jedyny bal w życiu! Zaraz .... która godzina ?
Poszłam do kuchni , gdzie znajdował się zegar z kukułką. Dochodziła godzina 18:05 . Teraz na pewno się spóźnię . Jak można stąd wyjść ? Chwila , wymyślę coś.
A może przez okno?- zapytałam samą siebie.
- W kuchni się nie otwiera , w salonie i moim pokoju też nie. Muszę polegać na oknie w łazience.
Najpierw poszłam do pokoju skąd wzięłam sukienkę , buty i wpakowałam je do torby. Po drodze wzięłam też moją jedyną mascarę i błyszczyk.
W łazience przygotowałam makijaż , nie wyglądał tak źle. Włosy upięłam w koka , co też nie było najgorszym pomysłem. Sukienkę z butami ubiorę w krzakach przed domem. Pozostało mi 15 minut , a ja jeszcze nie wyszłam z domu. Wcisnęłam się przez małe okienko i byłam już na zewnątrz.
Szybko ściągnęłam ubrania tak , aby nikt mnie nie zauważył. Włożyłam sukienkę , ale był mały problem . Nie miał kto mi zapiąć zamka na plecach , a sama nie dam sobie rady. Zostały tylko buty i byłam już gotowa. Wstałam z ziemi odwracając się . Przed sobą zobaczyłam Alexa. Trochę się zdziwiłam. Postanowiłam się przywitać.
- Cześć Alex.
- Hej , wybierasz się na bal?
- Tak. Co ty tu właściwie robisz? Przecież nie musisz iść na bal.
- Ale chcę iść.
- Jak tam noga ?
- W porządku . Już się męczę z nią tyle lat , że się przyzwyczaiłem.
- Aha. Ja już muszę iść.
Zupełnie zapomniałam o tym , że moja sukienka nie jest zapięta. Na szczęście przytrzymałam ją rękami . Niestety on to zauważył.
- Pomóc Ci z sukienką ?
- Tak, pewnie.Jak chcesz. - byłam trochę zmieszana , bo spieszyło mi się.
Podszedł do mnie i dotknął moich pleców. Aż przeszły mi ciarki. Miał takie delikatne dłonie. W pewnej chwili chciałabym , żeby ta chwila trwałą wiecznie. Ale było to tylko krótkie zapięcie sukienki.
- Dziękuje , to ja już pójdę.
Pognałam szybko w stronę szkoły. To prawie 10 minut drogi , a ja czułam , że jestem już spóźniona.
- Poczekaj ! Może cię podwieść ?
Dopiero teraz zorientowałam się , że przed moim domem stoi bryczka. Aż mi się oczy zaświeciły. Poczułam się jak w bajce o Kopciuszku .
- Tak , chętnie.
Wsiadłam do "karety" , a mój " książę " usiadł obok mnie. Tak oto bardzo krótka kilkuminutowa jazda była bardzo przyjemna. Dotarłam na miejsce na czas.
- Dziękuje Alex. Do zobaczenia na balu jak będziesz.
- Na pewno niedługo się pojawię. Poza tym wyglądasz bosko.
Zarumieniłam się na ten komplement. Ale pognałam szybko do Marco i weszliśmy razem do sali "balowej" .



niedziela, 18 maja 2014

Rozdział I "Przygotowania do balu"

- Jestem już zmęczona tymi zakupami! Mamo... - zaczęłam już jęczeć , bo nogi już mnie bolały.
- No chodź skarbie jeszcze do jednego sklepu.
Muszę sobie kupić jakąś piękną sukienkę , bo za dwa dni mam bal. Nawet nie mam z kim na niego iść. Wymyślę coś jutro. Mama jest bardzo podekscytowana , ponieważ nie noszę sukienek w ogóle , a ona oszczędzała pieniądze przez cały miesiąc.
- Chodźmy tutaj - zawołałam
Weszłyśmy do środka , a ja zobaczyłam najcudowniejszą sukienkę jaką kiedykolwiek widziałam. Nie żebym się na tym znała , ale wyglądała bosko .Szybko tam pobiegłam.
- Mamo szybko !
Po chwili znalazła się tuż obok mnie.
- Pali się czy co ?
- Znalazłam sukienkę !
- Za ile ?
- Zobacz .
Bez zastanowienia się wzięłam sukienkę i pognałam tuż do przebieralni. Wyglądam zabójczo - pomyślałam.
- No pokaż się.
A więc wyszłam , a mojej mamie opadła kopara. I to dosłownie. Potem powiedziała tylko :
- Bierzemy ją.
Oto moja śliczna sukienka , pierwsza w moim życiu :

I tak ubiorę ją tylko raz na bal. Ale warto było.



Podczas jazdy autobusem rozmyślałam sobie. Czy mówiłam już , że moja rodzina jest biedna ? A przynajmniej część w której znajduje się ja . To dlatego oszczędzałyśmy przez miesiąc pieniądze na głupią sukienkę. Mój ojciec umarł sześć lat temu gdy miałam zaledwie 12 lat. Z moją psychiką było wtedy bardzo źle. Moja starsza siostra Ashley miała wtedy 19 lat. Z nią było wszystko ok. Miała chłopaka , który rok później oświadczył się jej. Ona przyjęła oświadczyny i zamieszkała u niego. Jest bogaty więc i ona ma dostatnie życie . Mnie , mamę i malutką siostrzyczkę zostawiła na zbity pysk . Ojciec nie spisał testamentu , ponieważ umarł w wypadku. Wcześniej żyliśmy tylko z jego pieniędzy , ponieważ mama zajmowała się domem. Miesiąc przed wypadkiem mama urodziła zdrową dziewczynkę . Ma na imię Mary i bardzo ją kocham. Jest taka słodka. 
Głównie utrzymujemy się z tego , że sprzedajemy warzywa z własnego ogródka. Ale kokosów na tym nie da się zarobić. Więc ja jestem " wykorzystywana " przez własną matkę , żeby na czymś zarobić. Już sprzedawałam ulotki , grałam w przedstawieniach w teatrze , grałam w kapeli. Ale nic z tego nie wypaliło. Teraz tylko siedzę przy rynku i grywam na gitarze wylewając swoje łzy i równocześnie śpiewając. Jeśli ludziom się podoba to wrzucają kasę.
Wreszcie wysiadłyśmy. W domu czekały na nas Mary i babcia Polly.
- Heej Viktoria , co tak długo ? Kupiłaś sukienkę ? - podbiegła do mnie malutka 6-letnia siostrzyczka .
Wzięłam ją na ręce i powiedziałam :
- Trochę to trwało , bo nic mi się nie podobało. Ale potem jakby jakaś magiczna wróżka wyczarowała piękną niebieską sukienkę specjalnie dla mnie. I od razu ją kupiłam.
- Wow! To super. Też tak chcę.
- Na pewno kiedyś też cię to spotka. No, a teraz idź się bawić .
Postawiłam ją na nogi i od razu podreptała do salonu. Ja zostałam z mamą i babcią w kuchni.
Nasz dom znajduje się we wsi Bibury. Niby jest bardzo ładna , ale mieszkanie w takiej małej kamienicy z innymi ludźmi jest wkurzające i czasem wręcz nieznośne. Gdyby było jakieś wyjście z naszej sytuacji od razu bym się zgodziła.
Usiadłam obok babci na taborecie , a ona oznajmiła nam :
- Czytałam dzisiaj w gazecie ,że rodzice księcia z Cambridge organizują konkurs na księżniczkę w ich zamku. Można wysłać swoje zgłoszenie , o tutaj. Babcia pokazała mi tą gazetę . Przeczytałam artykuł i od razu wybuchłam śmiechem .
- Robią to z powodu jego 19 urodzin ? A co on sam nie może sobie poszukać dziewczyny? Dla mnie to jest chore. I śmieszne.
- Ale on nie wie o tym , że jego rodzice to organizują. Na pewno jest mu głupio z tego powodu - odezwała się moja mama.
- Może ... - było mi to obojętne.
- Może chciałabyś się zgłosić Viki ? - zapytała mnie babcia.
- Coooo?! Ja? Ja się nie nadaję na księżniczkę. To wykluczone.
- Nie krzycz na babcie ! Zachowuj się. - wiadomo kto to powiedział
- Dobrze , przepraszam. Ale czemu miałabym się zgłosić? Dostaje się za to jakąś kasę ?
- Zobacz. - mama pokazała mi palcem na kwotę jaką dostaje się za każdy przetrwany dzień w zamku.
Byłam w szoku. To by bardzo nam pomogło. Ale nie wiem , czy nadaje się na księżniczkę i czy chciałabym być z jakimś gburowatym księciem.
- Muszę to przemyśleć. Idę spać , dobranoc.
Tak naprawdę była godzina 21. Nawet moja siostra nie spała. A ja dość szybko pogrążyłam się we śnie.

*******

Obudziłam się rano. Poszłam do łazienki , a potem zeszłam na dół . Przywitałam się z mamą i babcią. 
- Kochanie pójdziesz do sklepu , skończyła się kawa. 
-Tak , pewnie. 
Wzięłam od mamy pieniądze , co nam zostało z wczoraj i wyszłam z domu. 
Jest dość zimno , bo mamy luty , ale ubrałam płaszcz. 
Jestem jeszcze trochę zaspana , a do pobliskiego sklepu zostało 5 minut drogi. Szłam rozmyślając i nucąc sobie jakąś piosenkę. Nagle natrafiłam na jakiś kamień i przewróciłam się. Uderzyłam się w głowę. Ktoś nagle pojawił się nade mną. Podałam rękę. 
- Cześć, jestem Marco - chłopak wyglądał na miłego więc uśmiechnęłam się do niego. 
- Cześć , ja jestem Victoria , ale możesz mówić mi Viki. 
Wstałam i otrzepałam się . 
- Niezdara z ciebie, Viki. 
-Dzięki. Idę do sklepu chcesz pójść ze mną ? 
Spojrzał na mnie i kiwnął głową. 
Szliśmy w milczeniu aż nagle Marco się odezwał : 
- Wiesz , że chodzimy do tej samej szkoły? 
- Taak ? Nie wiedziałam. Wiesz , często uczę się w domu. Jak jestem w szkole to najczęściej mam indywidualne lekcje. Mam dysleksję. - oczywiście skłamałam  tym ostatnim zdaniem . Nie chciałam przechwalać się tym , że jestem biedna. On na pewno był bogaty. Przynajmniej miał więcej kasy ode mnie. 
- Aha. Tego ja nie wiedziałem. Wybierasz się na jutrzejszy bal. 
- Tak , mam go w planach -uśmiechnęłam się . 
Chłopak jeszcze chwilę milczał. Jego czarna grzywka opadała mu na ciemne oczy. Wyglądało to przeuroczo. 
- Może chcesz iść ze mną ? To chyba , że już z kimś idziesz , to wtedy przepraszam , że spytałem.
Poczułam się trochę speszona. Nie sądziłam , że taki przystojniak nie ma z kim iść na bal. Ale to moja jedyna szansa , więc zgodziłam się. 
Doszliśmy do sklepu , gdzie się pożegnaliśmy .
- To do jutrzejszego balu ,Viki !
- Tak, do jutra. 
Gdy weszłam do sklepu byłam cała w skowronkach. Czar szybko prysł , kiedy dowiedziałam się , że kawa podrożała , a ja nie miałam tyle pieniędzy. Musiałam wrócić się do domu. Dzisiaj trzeba trochę zarobić , a potem będziemy mogli napić się kawy. Takie życie.