poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział II "Przed balem"

*Następnego dnia*

Jestem bardzo podekscytowana. Właśnie dzisiaj jest dzień balu. Zaczyna się o 18:00. Postanowiłam pójść na niego punktualnie. Ale przede mną jeszcze cały dzień. Idę pomóc mamie w ogródku. Prze ze mnie ma problemy pieniężne.
- Viki , gdzie idziesz ? - zapytała mnie babcia
- Do mamy, pomogę jej w pracy .
Moja babcia spojrzała na mnie z wzruszeniem i odparła :
- Dobre z ciebie dziecko. Byłabyś cudowną księżniczką.
Nie chciałam zbytnio skomentować , żeby nie urazić babci , więc powiedział tylko :
- Tak , na pewno.

Od wczoraj zapomniałam o tym całym ogłoszeniu w gazecie , ale dziś musiałam sobie przypomnieć. Ubrałam rękawice ogrodowe i zabrałam się za wyrywanie chwastów. Nadal byłam bardzo zamyślona. Zauważyła to moja mama , która wyrywała warzywa naprzeciwko mnie.
- O czym tak myślisz ? Pewnie o dzisiejszym balu. Pamiętam jak w twoim wieku ...
- Mamo , daj spokój.
-Żartowałam. Masz z kim iść na bal? Jakoś specjalnie partnerem się nie chwaliłaś.
Nie sądziłam , że mnie o to spyta.
- Mam kogoś na oku.
- To dobrze , bo dzisiaj był u mnie taki chłopak i pytał się mnie , czy masz z kim iść na bal. Powiedziałam mu , że nie mam zielonego pojęcia. Wiesz to był ten Alex, który czasami nam pomaga.
Musiałam wytężyć mój umysł , żeby sobie przypomnieć kto to.
- Aha , to jest ten chłopak z Turcji ! Ten , który nie ma jednej nogi...- na samo wspomnienie zrobiło mi się smutno .
- Świetnie go zapamiętałaś ! - dodała moja mama z ironią.
- No przepraszam , ale ciężko tego nie zauważyć. - nie chciałam , żeby to tak zabrzmiało.
- On jest od Ciebie starszy o 4 lata. Dobry z niego chłopak. Nie ma dziewczyny.
Teraz zrozumiałam o co chodziło mojej mamie . Chciała mnie zeswatać z tym Alexem.
- Mamo , on ... nie jest w moim typie.
- Chodzi ci o to ,że jest kaleką ?
Podniosłam się z ziemi i odrzekłam :
- Wcale nie o to chodzi! Albo jakby tak się nad tym zastanowić to właśnie o to! Wyobrażasz sobie żyć z takim kimś ? Bo ja nie ...
I bez słowa ruszyłam w stronę domu . Usłyszałam za sobą głos mamy :
- Victoria , chodź tu natychmiast! Jak ty się do mnie odzywasz!?


*w pokoju*

Czas w samotności minął bardzo szybko. Nie poszłam na obiad , bo nie wytrzymałabym wzroku mojej mamy na sobie. Jeszcze malutka Mary spytałaby się mnie o  to , co cię stało , a ja nie wiedziałabym jak na to odpowiedzieć.
Prawda jest smutna i bolesna. Nigdy z nikim nie byłam , bo byłam biedna. Ludzie się ze mnie naśmiewali , nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół. Ale też nie chodzi o to , że chciałabym być z byle kim ,lub być otoczona przez niewłaściwych "przyjaciół" . W swoim życiu mogłam polegać jedynie na rodzinie. Dlatego powinnam przeprosić mamę za to , że tak na nią nakrzyczałam.
Zeszłam po schodach na dół. Wydawało mi się , że nikogo nie ma w domu. Rozejrzałam się . Nikogo ani nie widać , ani nie słychać. Zauważyłam w salonie na stoliku karteczkę.

" Pojechałyśmy do cioci Rebeki. Mam nadzieję , że przemyślisz swoje zachowanie , nie wychodząc na bal. Wiem , że to dla Ciebie ważne , ale twoje zachowanie było karygodne. Buziaki. Mama, Mary , Babcia "

-Coooo?! To niemożliwe! Tyle czekałam na ten jedyny bal w życiu! Zaraz .... która godzina ?
Poszłam do kuchni , gdzie znajdował się zegar z kukułką. Dochodziła godzina 18:05 . Teraz na pewno się spóźnię . Jak można stąd wyjść ? Chwila , wymyślę coś.
A może przez okno?- zapytałam samą siebie.
- W kuchni się nie otwiera , w salonie i moim pokoju też nie. Muszę polegać na oknie w łazience.
Najpierw poszłam do pokoju skąd wzięłam sukienkę , buty i wpakowałam je do torby. Po drodze wzięłam też moją jedyną mascarę i błyszczyk.
W łazience przygotowałam makijaż , nie wyglądał tak źle. Włosy upięłam w koka , co też nie było najgorszym pomysłem. Sukienkę z butami ubiorę w krzakach przed domem. Pozostało mi 15 minut , a ja jeszcze nie wyszłam z domu. Wcisnęłam się przez małe okienko i byłam już na zewnątrz.
Szybko ściągnęłam ubrania tak , aby nikt mnie nie zauważył. Włożyłam sukienkę , ale był mały problem . Nie miał kto mi zapiąć zamka na plecach , a sama nie dam sobie rady. Zostały tylko buty i byłam już gotowa. Wstałam z ziemi odwracając się . Przed sobą zobaczyłam Alexa. Trochę się zdziwiłam. Postanowiłam się przywitać.
- Cześć Alex.
- Hej , wybierasz się na bal?
- Tak. Co ty tu właściwie robisz? Przecież nie musisz iść na bal.
- Ale chcę iść.
- Jak tam noga ?
- W porządku . Już się męczę z nią tyle lat , że się przyzwyczaiłem.
- Aha. Ja już muszę iść.
Zupełnie zapomniałam o tym , że moja sukienka nie jest zapięta. Na szczęście przytrzymałam ją rękami . Niestety on to zauważył.
- Pomóc Ci z sukienką ?
- Tak, pewnie.Jak chcesz. - byłam trochę zmieszana , bo spieszyło mi się.
Podszedł do mnie i dotknął moich pleców. Aż przeszły mi ciarki. Miał takie delikatne dłonie. W pewnej chwili chciałabym , żeby ta chwila trwałą wiecznie. Ale było to tylko krótkie zapięcie sukienki.
- Dziękuje , to ja już pójdę.
Pognałam szybko w stronę szkoły. To prawie 10 minut drogi , a ja czułam , że jestem już spóźniona.
- Poczekaj ! Może cię podwieść ?
Dopiero teraz zorientowałam się , że przed moim domem stoi bryczka. Aż mi się oczy zaświeciły. Poczułam się jak w bajce o Kopciuszku .
- Tak , chętnie.
Wsiadłam do "karety" , a mój " książę " usiadł obok mnie. Tak oto bardzo krótka kilkuminutowa jazda była bardzo przyjemna. Dotarłam na miejsce na czas.
- Dziękuje Alex. Do zobaczenia na balu jak będziesz.
- Na pewno niedługo się pojawię. Poza tym wyglądasz bosko.
Zarumieniłam się na ten komplement. Ale pognałam szybko do Marco i weszliśmy razem do sali "balowej" .



1 komentarz:

  1. Zakochałam się w twoim blogu od pierwszego postu . Mam nadzieję że niedługo wstawisz nowego posta i serdecznie zapraszam do mnie

    http://angels-moon-blue.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń